
Bo to jest test granic społecznej akceptacji. Zwiększamy inwigilacje kawałek po kawałku, pod pretekstem bezpieczeństwa, posługując się anegdotami z brutalnych napaści. Jak się okaże, że społeczeństwo nie powiedziało “stop” to mamy działający system i profilujemy uczestników manifestacji, ale o tym już nie mówimy.
No i co?
Sorry, ale naprawdę co z tego, że pokrzyczeli. Jesteśmy już daleko po czasach, kiedy władza drżała w posadach przed prostestami. A Trump to w ogóle jest efektem masowej nienawiści, bo gdyby nie kontrowersje i emocje jakie wzbudza, by nie istniał. Jeśli za tymi ośmiowa milionami nie idzie gotowość do strajku paraliżującego gospodarke, na którym sami oberwą, albo do zerwania jakichkolwiek więzi z wrogą administracją (na czym oczywiście też mocno dostaną po dupie) to zostaje tylko wentyl bezpieczeństwa systemu bo ludzie wyrzucili swoje negatywne emocje krzycząć “jebać trumpa” i wrócili do pracy na kraj, czyli rząd centralny, czyli aktualnie trumpa.